Dom ekologiczny – energooszczędny i przyjazny środowisku? Wywiad z Aleksandrą Późniak-Wołodźko.

projekty_3a

Od 2020 r. zużycie energii w nowopowstających budynkach będzie musiało być niemal zerowe. O tym, jak spełnić wyśrubowane wymagania dotyczące energooszczędności, jakie nakłada na nas Unia Europejska i czy dom pasywny może być ekologiczny i funkcjonalny jednocześnie opowiada współautorka nagrodzonego w konkursie Muratora projektu na „DOM EKOLOGICZNY” – architekt Aleksandra Poźniak-Wołodźko.
Joanna Szubierajska: Jak będą wyglądały domy przyszłości?
Aleksandra Poźniak-Wołodźko: A jak będą wyglądały samochody przyszłości, ubrania przyszłości? Otóż generalnie będą wyglądały tak samo. Zawsze będziemy dążyli do ładu, rytmu, symetrii, ortogonalności. Dom na planie koła zawsze będzie czymś ekscentrycznym, koło to ruch, wir, a w domu przecież chcemy odpocząć, zatrzymać się. Dom z płaskim dachem zawsze będzie odbierany jak coś obcego w naszym krajobrazie. Dom podziemny, czyli nasza swojska ziemianka, to dobry pomysł na to, aby mieć cały rok chłód (8-10 stopni C), czyli zeroenergetyczną lodówkę, jako dom nadaje się w klimacie równikowym.
Archetypowy, zwykły dom z dachem dwuspadowym zawsze będzie budził w nas uczucia swojskości, przynależności, tożsamości. Prosta, proporcjonalna, zwarta bryła, nie dość że doskonale wygląda w naszym krajobrazie to jeszcze ma duży sens energetyczny i ekonomiczny.
Inaczej: jak powinny wyglądać domy przyszłości?
Dom powinien być elementem kontekstu zarówno kulturowego jak i środowiskowego. Powinien być łagodnym przejściem, kontynuacją zarówno kultury jak i natury. Przy tym nawiązując wizualnie do historycznego kontekstu, może być dziełem współczesnej technologii. Jedno drugiego nie wyklucza, a wręcz przeciwnie – wymusza, bo przecież większość zabytków jest efektem możliwości technicznych współczesnych czasów. Myślę, że powinniśmy przestać oceniać domy w kategoriach wyglądu. Wygląd, czyli to jak go odbieramy, niezależnie od stylu w jakim został zbudowany, raczej jest efektem tego, czy dom działa – jeśli mieszkańcom się powodzi to podwórko jest zadbane, elewacja odnowiona itd. W takim razie wygląd nie może być głównym założeniem projektowym. Projektujemy architekturę jako cały złożony mechanizm działający w trzech wymiarach (a nawet w czterech, bo jeszcze w funkcji czasu) nie tylko to co widać z zewnątrz. Oczywiście dom może być reprezentacyjny, może być manifestem bogactwa, ale równie dobrze w ciągu kilku lat może stać się ciężarem dla mieszkańców. Więc każdy dom – skromny, duży czy mały, nowoczesny, czy tradycyjny – jeśli nie jest energooszczędny, prędzej czy później stanie się karykaturą samego siebie. W domach spędzamy 80 proc. czasu. Projektując dom, projektujemy swoje życie. Reasumując, domy przyszłości z wyglądu różnić się będą szczegółami – jakością wykonania, jakością materiałów budowlanych, detalem okna, fasady. Natomiast zasadniczo zmieni się sposób projektowania i działania budynków. Tak jak samochód, niezależnie od wyglądu powinien przede wszystkim jeździć, dom powinien przede wszystkim być schronieniem. Dom powinien być dla ludzi, a nie ludzie dla domu. Projekt będzie symulowany komputerowo, aby uzyskać najlepszy efekt energetyczny. Symulacja spowoduje, że w końcu wszyscy zrozumiemy, że nie opłaca się budować inaczej jak ekologicznie, że architektura słoneczna to recepta na wszelkie kryzysy, że dom niskoenergetyczny to prawdziwa idylla do której chce się wracać, w którym chce się żyć. Aha, na znaczeniu zyska termomodernizacja, bo przecież nie można się w nieskończoność rozbudowywać. Domy zabytkowe również mogą być termomodernizowane nawet do standardu pasywnego. Czyli znowu wychodzi na to, że domy przyszłości będą wyglądać tak samo, ale będą dużo bardziej komfortowe, powietrze będzie czyste, nigdy zbyt wilgotne, ani zbyt suche, a projektowanie pod kątem słońca drastycznie obniży koszty ogrzewania.
Dzięki słońcu?
Tak, mój wzorcowy projekt w najmniej słonecznym miesiącu roku – grudniu, ogrzewa się w 40% zyskami słonecznymi, w 15% zyskami wewnętrznymi, a tylko w 45% zyskami ze spalania drewna. Natomiast w październiku i w marcu, zyski od słońca oraz zyski wewnętrzne rekompensują straty ciepła w 98%, mimo że średnia temperatura w październiku to 8 stopni, a w marcu to 3 stopnie. Wszystkie źródła energii, z jakich kiedykolwiek korzystaliśmy czy to ropa, czy gaz, czy biomasa, pochodzą od słońca. Zamiast sięgać w głąb ziemi, wiercić dziury w dnach oceanów, zamiast budować elektrownie jądrowe wystarczy zauważyć, że najlepszą, najdoskonalszą, naturalną elektrownią jest słońce. Mamy ją za darmo i jest całkowicie bezpieczna, nie grozi wybuchem, przynajmniej przez następnych kilka miliardów lat.
Tylko jak zakumulować energię ze słońca?
Nie ma nic prostszego wystarczy wziąć przykład z natury. Ziemia jest otoczona grupą powłoką – atmosferą. Promieniowanie słoneczne dociera do ziemi – część promieni wraca z powrotem w kosmos, a część odbija się od atmosfery i warstwy chmur. Gdyby nasza planeta nie miała atmosfery, na ziemi byłoby średnio o 14 stopni zimniej. Jest to tak zwany efekt szklarniowy. Teraz wystarczy przełożyć ten efekt na architekturę domu. Okna są jak atmosfera, a materiały o dużej pojemności cieplnej są absorberem. Dokładnie tak samo działa panel słoneczny. Dom słoneczny sam w sobie, dzięki swojej architekturze, działa jak kolektor.
W Polsce tego słońca nie ma za wiele
Słońce zza chmur również daje zyski energetyczne. Wprawdzie mniej, ale w skali miesiąca są to powtarzalne wielkości, zbadane i uwzględniane w audycie energetycznym. Ja wiem, że trudno w to wierzyć, ale przecież gdyby słońce ukryte za chmurami nic nie dawało, mielibyśmy taką samą temperaturę zarówno w dzień, jak i w nocy.
Mówiąc o budownictwie ekologicznym, większość osób myśli o panelach słonecznych na dachu. Sprecyzujmy: co to jest dom ekologiczny?
W historii Polski mieliśmy już domy ekologiczne. Przestały takie być dopiero kiedy wprowadzono do nich węgiel, gaz, olej opałowy. Z paliwem jest jak z jedzeniem, wysokokaloryczne pączki dają miłe uczucie przypływu energii, ale jeśli się je je codziennie, organizm uzależnia się, rozleniwia, a w efekcie traci zdrowie. Kiedyś aby poczuć słodycz, trzeba było znaleźć dojrzały owoc. Trzeba było zjeść razem z błonnikiem, witaminami, mikroelementami, potem nauczyliśmy się wyciągać sam cukier i to nas zgubiło. Organizm przyzwyczaja się do słodkiego smaku, uzależnia się. Właśnie z takimi uzależnieniami trzeba jak najszybciej skończyć. Jakie są społeczne, zdrowotne skutki nadużywania cukru wiemy, konsekwencje wprowadzenia gazu i węgla do domów też są ogólnie znane. Co roku dziesiątki osób giną od zaczadzenia, albo od wybuchu instalacji gazowej. Akceptujemy to, ponosimy ryzyko, ponieważ uznaliśmy to za normę. Poza tym – co w skali kraju jest jeszcze bardziej dotkliwe – jesteśmy uzależnieni od dostawców paliwa, musimy co miesiąc płacić za ogrzewanie i to całkiem sporo. Architektura ekologiczna różni się od architektury słonecznej. Ekologiczna z założenia składa się z ekologicznych materiałów budowlanych o niskim współczynniku energii wbudowanej, takich które można recyklingować. Głównie jest to drewno. Dom ekologiczny budowany jest według indiańskiej zasady lekkiej stopy, czyli tak aby zostawić jak najmniejszy „ślad” na ziemi. Przy tym stosuje się zasadę low-tech, albo no-tech. Myśląc o domach ekologicznych przypomina mi się dzieciństwo. Każdy z nas kiedyś budował dom z gałązek, albo iglo, czy domek na drzewie. Były to domy jak najbardziej ekologiczne, czyli odpowiednie dla konkretnego odbiorcy. Były tymczasowe, odpowiednio małe, nie robiły nikomu szkody, a spełniały swoją funkcję – schronienia przed deszczem, wiatrem, przed rodzicami. Domy ekologiczne powstają na całym świecie. W Polsce z uwagi na surowy klimat ekologiczność polega w znacznym stopniu na energooszczędności. W Polsce około 70 proc. całej wykorzystywanej energii zużywa się właśnie na ogrzewanie budynków, w związku z tym największy potencjał oszczędności energii w czasie eksploatacji tkwi właśnie w energooszczędności. Niektórzy uważają, że w Polsce jest zbyt zimno na domy niskoenergetyczne i że to się nie opłaca, ja twierdzę, że właśnie dlatego, że w Polsce jest zimno, tylko projektowanie niskoenergetyczne się opłaca.
Czy ma to związek z architekturą pasywną?
Architektura pasywna (słoneczna) jest nakierowana na zyski energetyczne od słońca. Wyłapuje energię cieplną i akumuluje ją. Jest zaprojektowana w ten sposób, by jak najlepiej wykorzystać trwające w ciągu doby oświetlenie naturalne – wykorzystuje się do tego powierzchnie refleksyjne, oraz rozmieszczenie i funkcję okien. Architektura pasywna jest ekologiczna, ponieważ prawie nie potrzebuje dodatkowej energii do ogrzewania, a energia ilość energii potrzebnej do oświetlenia jest minimalizowana. W uzyskaniu jak najlepszych efektów architekturze pasywnej pomaga technika. W moim konkursowym projekcie, są to takie rozwiązania jak automatyzacja przesłon słonecznych dzięki czujnikom pogodowym, a w sezonie grzewczym, który w domu niskoenergetycznym trwa około 3 miesiące, dom chodzi na innym trybie. Warunki zewnętrzne są ekstremalne, więc trzeba szczególnie dbać o ciepło. Powietrze wentyluje się mechanicznie z odzyskiem ciepła, woda użytkowa dogrzewa się za pomocą kominka z płaszczem wodnym. Jedynym sposobem na dom ekologiczny jest kompleksowe, zintegrowane projektowanie od samego początku, czyli od etapu koncepcyjnego, konsekwentna realizacja oraz świadome użytkowanie. Nie można na etapie budowy zastąpić cegły pełnej dziurawką, albo kominka z zamkniętą komorą spalania zastąpić kominkiem z otwartą komorą. Oczywiście są obszary w których projekt jest modyfikowalny, ale należy każdą zmianę stale uwzględniać w kontrolnym audycie energetycznym. Najmniejsza z pozoru nieważna ingerencja może spowodować kilkukrotny wzrost kosztów użytkowych na dziesiątki lat, więc nie jest to architektura dla osób niekonsekwentnych czy niezdecydowanych. Niestety w Polsce nadal myśli się w sposób „kawałkowy” wydaje się, że wystarczy kupić kolektor słoneczny, albo bardzo drogą pompę ciepła, niektórzy inwestują w odzysk ciepła inni bez zastanowienia wydają dziesiątki tysięcy złotych na ogniwa lub super sprawne kotły, albo sondy głębinowe. Potem następuje rozczarowanie, efekty nie są zadowalając, a koszty inwestycji są ogromne. Taki sposób działania, bez symulacji zysków, zwrotu kosztów inwestycji, zawsze kończy się porażką, a w efekcie zniechęceniem do wszelkich proekologicznych nowinek.
Od 2020 r. zużycie energii w nowopowstających domach będzie musiało być niemal zerowe. Czy jest to możliwe?
Oczywiście tak, jest to możliwe już dziś, dlatego tak ważne jest, aby społeczeństwo było tego świadome i aby wymagało od architekta usługi na odpowiednim poziomie, bo to na architekcie spoczywa odpowiedzialność. Niestety często ktoś kto rozpoczyna budowę domu i chce, aby był tani, pierwsze co robi to kupuje najtańszy projekt z katalogu. Według mnie jest to po prostu głupie i krzywdzące dla wszystkich. Tylko indywidualne projektowanie daje szansę na dom energooszczędny i tani jednocześnie. Poza tym ważna jest również świadomość użytkowników domu. Użytkownik musi uczestniczyć w projektowaniu i mieć świadomość dlaczego projekt jest taki, a nie inny. Przechodząc do pytania – symulacja strat oraz zysków ciepła przez przegrody przeźroczyste i nieprzeźroczyste oraz wentylację daje pełny obraz o możliwościach jej oszczędzania. Za pomocą projektowego audytu energetycznego jesteśmy w stanie zaprojektować budynek niskoenergetyczny takim samym kosztem, co budynek konwencjonalny. Na przykład zapotrzebowanie na energię pierwotną w moim wzorcowym domu wynosi jedynie 15 kWh na m2 rocznie, czyli 10 razy mniej niż wymagają tego obecne przepisy budowlane. Aby uzyskać tak rewelacyjnie energooszczędny budynek, którego roczny koszt ogrzewania wynosi 200 do 300 zł wystarczy zmienić sposób myślenia o projektowaniu architektonicznym.
Czy taki ekologiczny dom może być równocześnie estetyczny i funkcjonalny?
Zależy co rozumiemy poprzez funkcjonalność. Niektórzy chcą mieć przy każdej sypialni garderobę i łazienkę, inni chcą aby dom był parterowy i miał powierzchnię 200 m2, aby z każdego pokoju można było wyjść do ogrodu. Generalnie funkcjonalizm przypisuje się architekturze XX wieku, w XXI wieku to energia powinna kształtować przestrzeń, funkcjonalność jest wartością drugorzędną, ale oczywiście jest jak najbardziej osiągalna. Kiedy energię traktujemy priorytetowo, kiedy projektujemy ekologicznie, źródło ciepła (kominek) lokuje się w centrum, pomieszczenia mokre (np. kuchnie, łazienki, pralnie) grupuje się blisko paneli słonecznych, pomieszczenia chłodne lub używane sezonowo grupuje się po północnej stronie budynku, a pomieszczenia dzienne grupuje się po stronie południowej. Według mnie jest to idealny układ funkcji nie tylko w kontekście domu, ale również w kontekście natury, kosmosu. Funkcjonujemy wewnątrz domu, ale również wewnątrz środowiska, stajemy się uczestnikiem, częścią natury, nie intruzem. Poza tym mocno wystudiowany funkcjonalizm powoduje, że nie można we własnym domu przestawiać mebli. Osobiście traktuję to jako kolejny element zniewolenia. Raczej wybieram przestrzenie, które można modyfikować do potrzeb zmieniających się użytkowników. Jeśli mam jedno dziecko, mogę mu dać jeden duży pokój, a gdy będę miała trójkę, podzielę go ściankami mobilnymi na trzy, albo dzieciaki same sobie podzielą według swojego pomysłu. Jeśli chodzi o estetykę, teoria mówi, że piękne jest to co harmonijne, stosowne, umiarkowane i użyteczne. Użyteczność to tzw. postawa zdrowego rozsądku, mówiąca o tym, że podstawą wszelkiego działania powinno być „największe szczęście największej liczby ludzi”. Czy w takim razie może być coś piękniejszego niż dom ekologiczny, który istnieje w całkowitej harmonii ze środowiskiem, dom którego wszelkie cechy, zarówno wygląd, budowa, eksploatacja i rozbiórka są oszczędne, powściągliwe, umiarkowane, stosowne, dom którego mieszkańcy żyją w komforcie, czystości, zdrowiu, bezpieczeństwie? Zwróćmy jeszcze raz uwagę na całość we wszystkich wymiarach. Piękno to nie tylko zdobiona fasada, jak twarz z makijażem. Piękno to zrównoważona, zdrowa, działająca, użyteczna całość. W czasopismach architektonicznych obserwujemy istny szał przeróżnych tworów, niektóre są zachwycające inne intrygujące, na przemian obserwujemy megaskomplikowane i hiperminimalistyczne obiekty, niektóre są przyjazne, swojskie, ale większość w jakimś aspekcie jest przesadzona, inaczej nie znalazłaby się w gazecie. Domy dosłownie i w przenośni potrafią stawać na głowie, zapadać się pod ziemię, żeby tylko zaistnieć. Znamy domy oblepione ogniwami fotowoltaicznymi, ale kto z nas chciałby mieszkać w elektrowni? Wiele projektów domów budzi mój wewnętrzny sprzeciw. Obiektom użyteczności publicznej można wybaczyć wszystko, ale dom powinien być ostoją spokoju i schronieniem. Miło jest również gdy dom wyraźnie przynależy do jakiejś wspólnoty, gdy pasuje do otoczenia. Domy zdecydowanie odróżniające się od wszystkiego co wokół, zawsze będą samotne, wyobcowane, smutne.
Jesteś współautorką projektu domu „Z Wysokim wnętrzem”, który został nagrodzony w konkursie Muratora. Jak sama nazwa wskazuje jest to dom z pokaźnym wnętrzem, co jest w sprzeczności z zasadą, że energooszczędny dom to dom mały.
Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, jest wprost odwrotnie. Dużo łatwiej jest zaprojektować niskoenergetyczny dom wielorodzinny, biurowiec lub szkołę niż dom jednorodzinny. Wynika to z tego, że współczynnik kształtu dla małych obiektów jest niekorzystny. Stosunek powierzchni, przez którą zawsze, nawet przy bardzo grubej izolacji traci się ciepło do kubatury, która ciepło akumuluje jest dużo większy dla małych budynków. Swój wzorcowy dom projektowałam w dwóch wersjach, jako mniejszy 100 m2 powierzchni użytkowej i większy 170m2. Aby uzyskać wskaźnik EP=15 w mniejszym domku trzeba było ściany ocieplić 25 cm izolacji, a w większym wystarczyło 20 cm. Oczywiście EP odnosi się do powierzchni, więc nadal w większym domu płaci się więcej, ale w sytuacji gdy roczny koszt ogrzewania i ciepłej wody użytkowej wynosi 200 do 300 zł, a w domu małym 150 do 200 zł, to wybieram dom większy trzypokoleniowy, z pracownią i pokojem gościnnym. Natomiast czy dom jest mniejszy czy większy i tak potrzebuje wysokiego wnętrza. Kubatura w salonie pracuje na jakość powietrza.Wysokie wnętrze działa jak komin, różnica ciśnień, wspomagana ruchem powietrza zewnętrznego powoduje wymianę powietrza, ale nawet gdyby na zewnątrz nie było wiatru, nie ma możliwości, aby w tak wysokim wnętrzu było uczucie duszności. Jeżeli dom będzie wentylowany za pomocą czujników wilgoci, lub czujników stężenia CO2, okaże się, że stała wymiana powietrza jest niepotrzebna, być może wystarczy kilka godzin wentylacji dziennie. Nadmiar wilgoci lub dwutlenku węgla rozprasza się w kubaturze. Ponad to nadmiar wilgoci jest przejmowany przez naturalne materiały budowlane, szczególnie pełną cegłę i oddawany w sytuacji, gdy powietrze jest zbyt suche. Obecnie mieszkam w zabytkowym budynku na poddaszu, salon jest dwupoziomowy o wysokości 7 metrów i muszę przyznać, że efekt przestrzenny jest zachwycający, a powietrze zawsze świeże.
Dom ma przede wszystkim służyć człowiekowi i naszej wygodzie. Czy istnieje taka możliwość, by budowa domu mogła w jakikolwiek sposób służyć przyrodzie?
Myślę, że powinniśmy przestać stawiać człowieka w opozycji do natury i dostrzec, że jesteśmy jej częścią. Człowiek może, a nawet musi koegzystować z naturą musi żyć z nią w zgodzie, zaakceptować ją i zaprzyjaźnić się z wzajemnością. Tak jak z drobnoustrojami trzeba żyć w zgodzie, zamiast zażywać coraz to mocniejsze antybiotyki na coraz to słabsze infekcje. Z samym sobą trzeba żyć w zgodzie. Większość błędów jakie popełniamy, które prowadzą do tzw. chorób cywilizacyjnych, wszelkich uzależnień, wynikają z odwrócenia się od natury, albo jej niezrozumienia, nieznajomości.
Poza tym natura na prawdę nie potrzebuje naszej pomocy, ona sobie poradzi za 100 lat i za 1000 lat. Natura ma czas, my tego czasu nie mamy. Nie jesteśmy fizycznie w stanie zaszkodzić naturze, najwyżej zaszkodzimy sami sobie. Człowiekowi przypisuje się, że ma wpływ na przyrodę, ale tak naprawdę ma wpływ tylko na środowisko w bezpośrednim swoim otoczeniu i w jakimś określonym czasie. Natura jest tak silna tak ogromna, wystarczy, że człowiek sam siebie przestanie podtruwać, wystarczy, że sami sobie przestaniemy szkodzić już za to natura będzie nam wdzięczna, bo przecież my sami nią jesteśmy.
Ostatnie pytanie: ile to wszystko kosztuje?
W temacie pieniędzy – droższe są okna i trzeba kupić więcej izolacji, wełny drzewnej lub celulozowej, albo z włókien konopii. Płyta fundamentowa z pianobetonu jest dużo tańsza niż jakakolwiek inna, bo nie trzeba jej dodatkowo docieplać, ani izolować, sama w sobie jest izolacją przeciwwodną, termiczną i konstrukcją, poza tym wykonanie trwa 4 godziny, więc nie trzeba utrzymywać przez miesiąc grupy robotników. Na dodatek można ją stawiać na podmokłych terenach, czyli nie trzeba wykonywać pali, które są również bardzo drogie. Natomiast wentylacja mechaniczna z rekuperacją jest zdecydowanie tańsza od grawitacyjnej (nie trzeba murować kominów) ale tylko pod warunkiem, że przewody prowadzimy w drewnianym izolowanym stropie, tak aby rury do izolacji nie musiały być ocieplane. Ocieplane rury kosztują chyba 200 zł od metra, a zwykłe, jakieś grosze. Poza tym w pasywnym nie montuje się kaloryferów, ani żadnej instalacji grzewczej. Zwykły kominek z komorą zamkniętą spalania kosztuje kilka tysięcy złotych. Instalacja grzewcza podłogowa wychodzi dużo drożej. No i okapy – okap kosztuje tyle samo co dach, a okap wystający o 70 centymetrów, zwiększy koszt budowy dachu o 20-30 procent. Okapów w pasywnych domach się w ogóle nie robi. Generalnie trzeba projektować zintegrowanie, czyli wszystko jednocześnie, a nie najpierw konstrukcję, a potem dodawać instalacje. Jak się projektuje w sposób zrównoważony, koszty się kurczą.

Dziękuję za rozmowę
Joanna Szubierajska, Ekologia.pl

Powered by WordPress | Designed by: Free Web Hosting | Thanks to Credit Union Rates, MMOs and Audio Store created by F-MEDIA